Chris Hogan nową twarzą lacrosse?

Podczas niedzielnej nocy, gdy rozgrywany był jeden z półfinałowych meczów NFL, lacrosse’owa społeczność na Twitterze niemal oszalała. Za wielką wodą, wielu fanów doskonale kojarzy Chrisa Hogana, zawodnika drużyny New England Patriots. W listopadzie ubiegłego roku na łamach „Sunday Night Football” wspomniał o swoich lacrosse’owych korzeniach i okresie, gdzie w trzy lata zdobył 57 bramek w barwach zespołu z Penn State.

Jednak to, co wydarzyło się w niedzielę przeszło do historii. Hogan poszedł po niesamowity rekord, zdobywając 190 jardów (9 celnych chwytów i 2 przyłożenia) i prowadząc swoją drużynę do wygranej 36-17 nad Pittsburgh Steelers.

Hogan przykuł uwagę całego świata nie tylko swoim występem, ale i wyczynem. Taka sztuka nie udała się jeszcze żadnemu, nie wybranemu w drafcie zawodnikowi w nowej erze NFL. Co ciekawe, po przygodzie z lacrossem, Chris spędził sezon grając dla zespołu uniwersyteckiego Monmouth. Jako zawodnik bez agenta, został zakontraktowany przez San Francisco 49ers, aby później zaliczać krótkie przystanki w Nowym Jorku, Miami oraz Buffalo. Nigdzie jednak nie zagrzał miejsca na dłużej. Wszystko zmieniło się, gdy trafił do zespołu New England Patriots. To właśnie głównie dzięki niemu, Patrioci w dniu 5 lutego zagrają w finale SuperBowl, a lacrosse’owa historia Hogana szybko trafiła do mainstreamu w Stanach Zjednoczonych.

„Podczas swojej podróży do miejsca, gdzie znajduję się dzisiaj, zaliczyłem kilka przystanków i teraz wiem, że bez lacrosse’a oraz tego, czego nauczył mnie ten sport, nie sądzę, że byłbym w stanie to wszystko osiągnąć” mówił niedawno Chris Hogan w wywiadzie dla USLacrosseMagazine. Poniżej prezentujemy pełny wywiad z zawodnikiem.


“Sunday Night Football” w dniu 13 listopada nabrało nowego znaczenia dla fanów lacrosse’a, kiedy New England Patriots podejmowali u siebie Seattle Seahawks. Członkowie drużyny Patriots, którzy rozpoczynali w wyjściowym składzie, otrzymali swoje intro, przedstawiające ich nazwisko oraz uczelnię. Pod koniec rzędu, pojawił się Chris Hogan, a wraz z nim napis: „Chris Hogan, Penn State Lacrosse”.

Szum wywołany tym jednym zdaniem był ogromny. Nie był to pierwszy raz, kiedy poruszył on amerykańskie społeczeństwo lacrosse’a, gdyż wcześniej przez trzy lata bronił barw Penn State, zdobywając w tym okresie 57 goli. Niestety, poważna kontuzja kostki przerwała jego błyskotliwą karierę laxera i poniekąd zmusiła do rozpoczęcia przygody z futbolem na uniwersytecie Monmouth, który był trampoliną do NFL.

Obecnie, Hogan gra dla trenera Billa Belichicka, wielkiego fana lacrosse, oraz dla New Englad Patriots.

Co sprowadziło pana do lacrosse’a?
Zacznę od początku – najpierw grałem w baseball, jednak nabawiłem się kontuzji ramienia, więc szukałem zajęcia na wiosnę. Mój ojciec grał niegdyś w lacrosse, więc pewnego dnia znalazłem jego stary kij w garażu. Miałem kilku przyjaciół, którzy grali w lokalnej drużynie, co akurat zbiegło się w czasie z moją kontuzją. Zacząłem się z nimi spotykać, żeby trochę porzucać i z każdym dniem, było tego więcej i więcej. Pierwszy raz na poważnie zagrałem w lacrosse podczas pierwszego roku w liceum.

Dlaczego wybrał pan Penn State?
Szukałem uczelni, gdzie będzie zarówno lacrosse oraz futbol amerykański. Lacrosse był wówczas moim pierwszym sportem, więc odwiedziłem sporo miejsc, miałem wiele opcji, ale ostatecznie wybrałem Penn State. Podczas mojej wizyty tam, poczułem się naprawdę dobrze, dało się wyczuć niesamowitą atmosferę tego miejsca. Zabrano mnie na mecz futbolu i to było szaleństwo. Mieli dobre obiekty, wspaniałą drużynę i wszystko, czego potrzebowałem do bycia szczęśliwym.

W jaki sposób lacrosse pozwolił panu stać się lepszym zawodnikiem futbolu?
Podczas swojej przygody w Penn State, grałem tam przez cztery pełne lata, za wyjątkiem okresu, kiedy doznałem kontuzji. Lacrosse na poziomie uczelnianym jest bardzo wymagający pod względem fizycznym. Byłem pomocnikiem, więc nieustannie biegałem po całej długości i szerokości boiska, zbierając ciosy i wymierzając uderzenia. Ludzie ciągle pytają mnie, jak udało mi się przejść z lacrosse’a do futbolu, ale powtarzam im, że było to bardzo łatwe. Fizyczne aspekty obu tych sportów są bardzo podobne. Koordynacja oko-ręka, wyjście na wolną przestrzeń, uwolnienie się od krycia. Jedyną różnicą było zapamiętanie ‚playbooka’, który w lacrossie jest nieco mniej skomplikowany dla każdej z formacji.

Rozmawiał pan kiedykolwiek z trenerem Belichickiem na temat lacrosse’a?
Kiedy tutaj trafiłem, zdarzyła nam się chwilowa rozmowa o lacrossie. On uwielbia ten sport, ja wciąż go kocham, więc ciekawie jest porozmawiać o tym podczas przerwy wiosennej. Rozmawiamy czasami na temat finałowych drużyn czy rozgrywek NCAA. Penn State oraz Hopkins są w tak zwanej Wielkiej Dziesiątce, podobnie jak Rutgers. Jego syn [Steve Belichick, jeden z trenerów Patriots] jest tutaj z nami, a kiedyś miałem okazję mierzyć się z nim, gdyż grał dla Rutgers. Mamy między sobą małą rywalizację tutaj, więc jest całkiem zabawnie. Jest kilka kijków, które zostawiłem w siłowni lub w innych miejscach. 

Dlaczego zdecydował się pan na wspomnienie o Penn State Lacrosse podczas „Sunday Night Football”?
Było to dla mnie dość zabawne. Ludzie zupełnie nie znali moich korzeni, a niektórzy już tak. Mniej więcej na zasadzie: „Och, nie wiedziałem, że grałeś przez cztery lata w lacrosse. Byłem pewien, że od zawsze grasz w futbol. Gdzie grałeś?” Czasami odpowiadałem: „Nie, grałem w lacrosse w Penn State.” Dziwili się, więc postanowiłem, że dam im wszystkim możliwość poznania mojej historii.

Źródło: USLacrosseMagazinie
Photo USLacrosseMagazinie