Jeden na jeden – Maciej Krupniewski

Wydawało nam się, że formuła wywiadów typu „jeden na jeden” powoli wygasa. Dziesięć tych samych pytań zaczęło sprawiać ogółowi coraz mniej radości. Natomiast odpowiedzi od jakże wielkich znakomitości stawały się nudnawe i zwyczajnie powtarzalne. Traciliśmy momentami nadzieję w dalsze powodzenie tego działu rozmyślając, co wprowadziłoby choć minimalną odmianę, powiew świeżości. W tym przypadku wystarczyło proste zapytanie o wywiad do tejże osoby.

Panie i Panowie. Wielokrotny medalista mistrzostw Polski z Kosynierami Wrocław, obrońca Polish Eagles walczący o miejsce w kadrze do Turku, jeden z filarów firmy Exize, „Krupi”, „Magic”- przed wami Maciej Krupniewski!

1) Jak rozpoczęła się twoja przygoda z lacrossem?
Po raz pierwszy lakrosa zobaczyłem, gdy Marcin miał 20 lat, Paweł uważał, że to gra dla ambitnych ludzi, a Smaziu chodził do „gimbazy”. Mikołaj Śmigiel w tym czasie dostał moją ówczesną 4-krotną pensję od rodziny na komunię. Zaczęło się od tego, że mój kumpel miał lewe żółte papiery i PFRON zapłacił mu za studia podyplomowe z dziennikarstwa sportowego. W ramach zajęć z czegoś-tam przeprowadził wywiad „radiowy” z Panem Trenerem jakiegoś Dziwnego Klub z Dziwnej Dyscypliny. Później Pan Trener okazał się Błażejem Rokickim, a klub i dyscyplina wiadomą.  Kolega opowiedział mi, że jest takie coś jak lacrosse, a ja mu, że nakręćmy coś o tym i „będziesz miał pracę dyplomową”. (Nasz „dyplom” nadal jest na youtube).

2) Co ci się najbardziej podoba w tym sporcie?
Nie będę ukrywał – ja do lacrosse przyszedłem przez ludzi, konkretnie Kosynierów. To oni mnie wciągnęli. Miałem wtedy 25 lat, a moi rówieśnicy gadali o brutto-netto, chodzeniu spać o 22-giej i śpiewających fortepianach. A tu pojawiła się banda nieprzeciętnie inteligentnych łebków z podobnym do mojego poczuciem humoru i biegają za piłką. Ponadto w lacrosse jest coś fajnego. Idziesz na trening, żałujesz tego już w 2-giej minucie rozgrzewki, ale później już jest tylko lepiej. Łapiesz te kule, biegasz za napastnikami, co oszukujo i robią fejki, sińców później pełno i takie tam. Po treningu czujesz się dobrze.

3) Największe marzenie związane z lacrossem?
Przekupić Coacha Upała i dostać się na mistrzostwa Europy w Turku. Pierwszy raz zagrać w reprezentacji Polski, pierwszy raz wyjść z jakiejś grupy, wdać się tam w bójkę i skończyć karierę.

4) Twój najlepszy przyjaciel/ółka z boiska? Dlaczego właśnie on/a?
Pytanie jak ze „złotych myśli”… Bardziej powiem z kim zakumplowałem się na dłużej. Bozia chciała, żeby poznał się z Olkiem Podolakiem i Kajtkiem Statkiewiczem, z Błażejem znaliśmy się od małego, ale spotkaliśmy się dopiero po 20 latach. Moje przeznaczenie zderzyło się z przeznaczeniem Pawła Bochnowskiego (miliony ofiar, straty w bilionach dolarów). Mógłbym tak wymieniać: Tomasz Kędzia, Kudżi, Rude Małpy, Dułson. Aż głupio, że kogoś nie wymienię. Później sztama z Przemkiem Taborem, z chłopakami z Kings, z listonoszami z Oświęcimia oraz spożywanie czosnku na molo w Sopocie z Korsarzami. Wszystkich kocham.

5) Najlepsze wspomnienie związane z lacrossem?
Tworzenie i organizowanie pierwszej Silesii, urodziny Kosynierów i zakończenia sezonów. Pierwsze try-outy do reprezentacji, pierwszy trening jako bramkarz i pierwszy wyjazd do Kromieryżu. Bramka strzelona Jerremu w Poznaniu z zamkniętymi oczami.

6) Najtrudniejsza  ekipa przeciwko której grałeś/aś?
Zdecydowanie Poznań Hussars. To były początki polskiego lacrosse i nic innego się wtedy nie liczyło, jak nakopać typom z tego miasta, co się jedzie do niego jak na Piłę. Tym się żyło. Tym bardziej, że przez długi czas oni byli technicznie lepsi i bardziej zorganizowani. Niestety przeszkadzał im brak pryszniców i nie chcieli zagrać meczu o 3 miejsce na pierwszej Silesii, bo padał deszcz.

Pozwalam sobie na tego typu opowieści, bo to było dawno temu, nadal szanuję ten zespół i mam dobry kontakt z byłymi i obecnymi zawodnikami.

7) Najlepszy zawodnik z jakim lub przeciwko któremu miałeś/aś okazję grać?
W swoim czasie, najlepszy na świecie był Wojtek Filipek, a później Remik Hryniewicki. Teraz gram z najlepszymi w Polish Eagles. Do nazwisk zagranicznych przeciwników nie mam pamięci.

8) Field lacrosse czy box lacrosse, co wolisz?
To zależy. Jeżeli mam ochotę na rozrywkę, to field lacrosse. Bo na dworze, bo słońce, bo na bramce i fajnie jest. A jeżeli chcę pograć w lacrosse, to oczywiście box.

9) Gdybyś mógł/a zmienić  jakąś jedną z obecnie obowiązujących zasad lacrosse’a, co to by było?
Zakaz grania nazajutrz nie wcześniej niż o 12 w południe, czyli roraty zakazane. Zakazałbym również zagrania typu „dziunia” autorstwa Coacha B, bo choć skuteczne to zabijało przyjemność oglądania lacrosse.

10) Najśmieszniejsza, bądź najdziwniejsza sytuacja związana z lacrossem jaka ciebie dotychczas spotkała?
Ta bramka strzelona Jerremu…

Źródło: ZakrzywionyKij
Photo by Martin Bouda