Jeden na jeden – Marcin Janiszewski

O naszym kolejnym gościu „jeden na jeden” można pisać długo i ciekawie – prekursor polskiego lacrosse’a, uczestnik mistrzostw świata w 2010 roku, wielokrotny medalista Polskiej Ligi Lacrosse… ale można napisać także Kujon i wszystko będzie jasne.

Panie i panowie, przed wami zawodnik Kosynierów Wrocław, Marcin „Kujon” Janiszewski.

1) Jak rozpoczęła się twoja przygoda z lacrossem?
Dawno temu zacząłem interesować się hokejem na lodzie. Sporo o nim czytałem i natknąłem się na informacje o lakrosie – prawdopodobnym pierwowzorze hokeja. Skoro moje umiejętności jazdy na łyżwach były mierne – czemu miałbym nie spróbować lakrosa? Zgłębiłem temat i okazało się, że nie ma jeszcze w Polsce drużyny. Gdzieś w zakamarkach internetu odnalazłem kontakt do Tomasza Kędzi, który chciał grać we Wrocławiu. Razem z kolegą z liceum, z którym czasem grywałem w hokej na rolkach – Michałem Filipkiem – poszliśmy na spotkanie założycielskie. Niedługo później do Stolicy Dolnego Śląska przyszła pierwsza paczka sprzętu od Europejskiej Federacji, zaczęliśmy treningi i zarejestrowaliśmy Klub Sportowy Kosynierzy Wrocław. Teraz czekamy na nasze podobizny a’la Mount Rushmore.

2) Co ci się najbardziej podoba w tym sporcie?
Wszystko. Pewnie już ze trzydzieści osób przede mną to pisało, ale w lakrosowej rozgrywce jest mnóstwo elementów, które sprawiają, że stanowi coś absolutnie wyjątkowego: jest szybko, mocno, precyzyjnie, siłowo i finezyjnie jednocześnie. Kiedy po jakimś czasie, po dziesiątkach treningów, zaczyna się dostrzegać jak gra zespołu płynie jak z nut – każdy wie, jak się ustawiać, poruszać, piłka krąży po obwodzie a zasłony są skuteczne – to jest naprawdę pięknie. A jeśli ogląda się lakros na najwyższym światowym poziomie – mamy do czynienia ze sztuką.

3) Największe marzenie związane z lacrossem?
Gra w Reprezentacji Polski i osiąganie z nią jak najwięcej. Kiedyś spotkał mnie ten zaszczyt, ostatnio miałem okazję znów zagrać w kadrze – niestety okazało się, że jestem na to za słaby. To tylko motywuje do dalszej pracy. Jestem jeszcze bardzo młody, mam nadzieję, że uda się to marzenie spełnić. Poza tym bardzo chciałbym, żeby Kosynierzy Wrocław odnosili sukcesy także na arenie międzynarodowej – w dużych turniejach, z mocną obsadą. Udało nam się już wygrać Silesia Cup, i to dwukrotnie, teraz czas na więcej!

4) Twój najlepszy przyjaciel/ółka z boiska? Dlaczego właśnie on/a?
Kosynierzy Wrocław. „Drużyna” przez duże „D” i Rodzina przez duże „R”. Można dużo mówić o tym, że znamy się jak przysłowiowe „łyse konie”, że na każdym kosynierskim ślubie jest ekipa z Drużyny, o tym, że jeśli potrzeba pomocy w przeprowadzce albo użyczenia kabli do akumulatora, zwracamy się do Drużyny i tak dalej – ale i tak nie da się oddać słowami tego, jaką wspaniałą ekipą jesteśmy.

5) Najlepsze wspomnienie związane z lacrossem?
Kosynierzy Wrocław. Wszystko, co wiąże się z Drużyną. Wspólne wyjazdy, spanie w czeskich szatniach, wyprawa do Biedronki z Tymonem Tymańskim, kupowanie produktów w „akce”, „Penetratorzy”, całonocne podróże do Bratysławy, konstruowanie bramek i zdobywanie do nich siatek, pobudki na dachu, wizyty w „Walcowni”, nagrody „Kamjenia”, Wrocławska Liga Lacrosse, lista przebojów, współczynnik Kajmana… A poza tym oczywiście zaszczyt gry na mistrzostwach świata w Manchesterze!

6) Najtrudniejsza  ekipa przeciwko której grałeś/aś?
Trudno stwierdzić. Na pewno najbardziej „bolesne” były drużyny grające fizyczny, mocny lakros – Finlandia na mistrzostwach świata (choć grałem tylko w jednym z dwóch meczów i tylko parę minut, ale poczułem to na własnej skórze) i chyba Łotwa. Oni lubią kontaktową grę.

7) Najlepszy zawodnik z jakim lub przeciwko któremu miałeś/aś okazję grać?
Liczę na to, że jeszcze takiego wychowamy w juniorskim składzie Kosynierów.

8) Field lacrosse czy box lacrosse, co wolisz?
Jedno i drugie, choć chyba w fieldzie czuję się swobodniej. Box jest dużo bardziej fizyczny, ale i znacznie szybszy, człowiek ma mniej czasu na decyzję, tam naprawdę cały czas gra pod presją. W odmianę boiskową dużo łatwiej zagrać w Polsce – ze względu na dostępność infrastruktury. Mimo wszystko myślę, że poza grą na boiskach Polskiej Ligi Lacrosse warto jak najczęściej wybierać się na turnieje box lacrosse – to procentuje później w odmianie “polowej”. Mieliśmy ogromny zaszczyt trenować z Heathem Garlowem – możliwość poznania tajników box lacrosse “u źródła”, rdzennego Amerykanina, była niesamowita! Przybliżył nam bardzo dużo tajników lakrosa między bandami, mam nadzieję, że jeszcze niejednokrotnie będziemy się uczyć od Heatha.

9) Gdybyś mógł/a zmienić  jakąś jedną z obecnie obowiązujących zasad lacrosse’a, co to by było?
Dodałbym dotkliwą karę za symulowanie fauli. I to nie tylko w lakrosie, a w każdym sporcie świata. Do tego jakaś „Galeria wstydu” – „Hall of Shame” z najgorszymi akcjami symulantów.

10) Najśmieszniejsza, bądź najdziwniejsza sytuacja związana z lacrossem jaka ciebie dotychczas spotkała?
Moje życie.

Źródło: ZakrzywionyKij.pl