Jeden na jeden – Mateusz Antczak

Kolejnym bohaterem naszego „jeden na jeden” jest były zawodnik Ravens Łódź, Mateusz Antczak. Osoba, która poziomem swojej gry zapadła w pamięć nawet najgroźniejszym rywalom. Ma on także za sobą epizod w kadrze Polsce. Chociaż nigdy nie uświadczył udziału na żadnych mistrzostwach to miał okazję biegać z orzełkiem na piersi podczas turnieju Berlin Open.

Jak z naszymi pytaniami poradził sobie Mateusz? Sprawdźcie poniżej:

1) Jak rozpoczęła się twoja przygoda z lacrosse?
Pierwszy raz lacrosse zobaczyłem w TV. Z tego co pamiętam Eurosport transmitował wtedy NLL. Jakiś czas później znalazłem informacje o lacrosse w Internecie i o dziwo przeczytałem, że kilkoma tygodniami temu odbyły się warsztaty lacrosse prowadzone przez Poznań Hussars w wiosce indiańskiej, należącej do ojca mojego znajomego z liceum – Igora Pruchniewskiego. Niedługo potem, po raz pierwszy trzymałem w swoich rękach kij do lacrosse.

2) Co ci się najbardziej podoba w tym sporcie?
Sport kompletny. Angażuje wszystkie mięśnie i wymaga szybkiego podejmowania decyzji. Do tego dochodzą założenia taktyczne.
Podoba mi się również, że jest to sport amatorski, przez co atmosfera między zawodnikami jest nie do opisania. Widziałem, jak lacrosse rozwija się w Polsce na moich oczach i dużą frajdę sprawiało mi, że mogłem dołożyć do tego swoją cegiełkę.

3) Największe marzenie związane z lacrosse?
Wrócić do gry. Po drugim zerwaniu więzadła krzyżowego nie jest to takie łatwe, ale nie poddaje się i mam nadzieję, że już niedługo znowu wybiegnę na boisko. Inne marzenie to zobaczyć Ravens na podium PLL. 

4) Twój najlepszy przyjaciel/ółka z boiska? Dlaczego właśnie on/a?
Zdecydowanie mój brat Bartosz. Dogadywaliśmy się bez słów. Często w time-outach potrafiliśmy ustalić między sobą zagranie, które kończyło się bramką.

5) Najlepsze wspomnienie związane z lacrosse?
Powołanie do reprezentacji i bramka na turnieju Berlin Open.

6) Najtrudniejsza ekipa przeciwko której grałeś/aś?
Było sporo mocnych na turnieju w Berlinie. Teraz już nie pamiętam z nazwy. W PLL – Kosynierzy.

7) Najlepszy zawodnik z jakim lub przeciwko któremu miałeś/aś okazję grać?
Najbardziej rozpoznawalny – Johnny Christmas. PLL – Daniel Węgrzyk. Mecze przeciwko niemu przynosiły dużo więcej frustracji niż radochy. Nie było sposobu, żeby go minąć.

8) Field lacrosse czy box lacrosse, co wolisz?
Nie grałem nigdy w boxa, więc porównanie mam marne. Jeżeli chodzi o oglądanie w tv to field.

9) Gdybyś mógł/a zmienić  jakąś jedną z obecnie obowiązujących zasad lacrosse’a, co to by było?
Wszystko jest ok, nic bym nie zmieniał.

10) Najśmieszniejsza, bądź najdziwniejsza sytuacja związana z lacrossem jaka ciebie dotychczas spotkała?
Mecz w błocie w Krakowie. Cały dzień padało, a na boisko weszliśmy zaraz po meczu rugby. Piłka ginęła w błocie. Każdy groundball podnoszony był razem z kilogramami błota. Gra wznawiana była na skrzydłach, bo środek zalany był wodą. No i ogromne problemy z utrzymaniem równowagi. To co się wtedy działo miało mało wspólnego z grą w lacrosse.

Źródło: ZakrzywionyKij
Photo: facebook.com