Jeden na jeden – Ondřej Mika

Są takie osoby w środowisku lacrosse’a, niezależnie polskiego czy światowego, których nikomu nie trzeba przedstawiać i zdecydowanie należy do nich nasz kolejny gość „jeden na jeden”. Wiadomo, iż myśląc czeski lacrosse, myślisz Radotin, ale także Ondřej Mika.

Powiedzieć o nim, że jest człowiekiem, dzięki któremu przywędrował lax do Polski to nic nie powiedzieć – organizator słynnych obozów dla „juniorów”, osoba odpowiedzialna za Aleš Hřebeský Memorial i ogólnie pojętego box lacrosse’a, nie tylko w Czechach, ale także Europie. Możemy wymieniać długo, ale najlepiej będzie oddać głos naszemu gościowi!

1) Jak rozpoczęła się twoja przygoda z lacrossem?

Zostałem zrekrutowany w wieku 13 lat podczas jednej z lekcji Wychowania Fizycznego w szkole.

2) Co ci się najbardziej podoba w tym sporcie?

Lacrosse’owa społeczność jest bardzo wyjątkowa. Gra sama w sobie jest świetna, ale to ludzie wokół czynią to wszystko takim wspaniałym. Wierzę, że pochodzenie tego sporu, wiedza na ten temat i jej znaczenie pozwalają szerzyć ducha gry. Może to brzmieć dziwnie lub nawet patetycznie dla nowych osób, ale po kilku latach gry i styczności z zawodnikami lacrosse’a z całego świata, wliczając w to rdzennych mieszkańców Ameryki, rozumiesz w końcu, iż „uzdrawiająca gra” nie jest tylko pustym frazesem. Świetnym przykładem jest także zdanie: „Co wydarzy się w boxie, zostaje w boxie”.

3) Największe marzenie związane z lacrossem?

Posiadanie szerszej i bardziej ustabilizowanej bazy tutaj w Czechach i na całym świecie. Zaangażowanie jeszcze większej liczby osób. Nie brzmi zbyt ambitnie? Cóż, to spojrzenie byłego zawodnika, który jest teraz realistycznym menedżerem.

4) Twój najlepszy przyjaciel/ółka z boiska? Dlaczego właśnie on/a?

Nie chcę tutaj wskazać jednej osoby. Jestem szczęśliwy, iż mogę być częścią ekipy LCC Radotín.

5) Najlepsze wspomnienie związane z lacrossem?

Z punktu widzenia zawodnika to zdecydowanie zagranie w barwach Czech na mistrzostwach, zwłaszcza box lacrosse’a. Granie przeciwko Irokezom było wspaniałym doświadczeniem, nawet mimo tego, iż otrzymaliśmy solidne lanie. Jednak kto jedno z tych spotkań, kiedy nie jesteś w stanie odpuścić, grasz na 120% i zyskujesz sporo szacunku.

6) Najtrudniejsza ekipa przeciwko której grałeś/aś?

Graliśmy przeciwko Kanadzie na Mistrzostwach Świata Box Lacrosse’a, więc nie może być „trudniejszego” przeciwnika. Jednakże najtrudniejsze i ciągnące ze sobą najwięcej emocji spotkanie to mecz przeciwko Anglii na MŚ w Halifax w 2007 roku, kiedy przegraliśmy po niezwykle wyrównanym pojedynku. Byliśmy niesamowicie blisko naszego pierwszego ważnego zwycięstwa, ale ostatecznie się nie udało.

7) Najlepszy zawodnik z jakim lub przeciwko któremu miałeś/aś okazję grać?

Wspomniałbym Jima Veltmana, chociaż nie zagrałem przeciwko niemu na MŚ w 2003, jednak współpraca z nim cztery lata później, kiedy został naszym trenerem reprezentacji była czymś niesamowitym.

8) Field lacrosse czy box lacrosse, co wolisz?

Jako widz preferuję box lacrosse’a. Jako zawodnik (obrońca) sądzę, że obie odmiany są bardzo odmienne, jednak lubię obie. Box lacrosse jest bardzo intensywny, field wymaga cierpliwości i koncentracji. Teraz jestem starym, leniwym okazjonalnym graczem, więc nie chce mi się walczyć w boxie, jednak wciąż chętnie wykorzystuję swój długi kij od czasu do czasu na boisku do fielda.

9) Gdybyś mógł/a zmienić jakąś jedną z obecnie obowiązujących zasad lacrosse’a, co to by było?

Nie jestem zbyt zadowolony z tego, że ostatnio doszło do pozwolone na bronienie zawodnika znajdującego się trzy metry od piłki na ziemi w boxie. To nowa zasada i nie jestem z nią zbytnio zaznajomiony. Moim zdaniem, zawodnicy powinni grać piłką. W żeńskim lacrossie są także wariackie przepisy dotyczące poprawnego wiązania kija – to naprawdę bardzo skomplikowane.

10) Najśmieszniejsza, bądź najdziwniejsza sytuacja związana z lacrossem jaka ciebie dotychczas spotkała?

Złamanie szczęki i konieczność „związanych ust” przez sześć tygodni była całkiem śmieszna, zwłaszcza, iż stało się to podczas Aleš Hřebeský Memorial, którego byłem współorganizatorem. Nie chcę jednak nikogo zrażać. Strzał w moją szczękę był po prostu bardzo, ale to baaaaardzo pechowy.

Prawdopodobnie najśmieszniejszy moment z gry pochodzi z ligowego meczu intercrosse’a. Byłem bramkarzem i moja koleżanka z drużyny, Natálka w dziwny sposób straciła orientację w środku boiska, zaatakowała niespodziewanie na moją bramkę, strzeliła gola i zaczęła się cieszyć ze zdobytej bramki.

Źródło: ZakrzywionyKij.pl