Jeden na jeden – Beata Juchniewicz

Kobieta odpowiedzialna za sekcję żeńską jednego z najstarszych klubów w Polsce, Kosynierów Wrocław – Beata Juchniewicz jest kolejnym gościem naszego cyklu „Jeden na jeden”. Sprawdźcie, jak w ogniu naszych pytań, odnalazła się Beti.

1) ​Jak rozpoczęła się twoja przygoda z lacrossem?

Koleżanka ze studiów, która już grała w lacrosse’a, zaprosiła mnie z przyjaciółkami na mecz sekcji męskiej. Z popcornem, dosłownie… Zasiadłyśmy na trybunach nie spodziewając się większego widowiska, nie rozumiejąc zupełnie zasad – jak to przystało na kobiety.

W przerwie pomiędzy kwartami odbył się konkurs strzałów na bramkę, co nie jest wcale łatwe dla osoby która nigdy wcześniej nie grała i piłkę od laxa widzi po raz pierwszy w życiu. Pewna siebie… no bo co może być trudnego w tych motylich siatkach… Po moim strzale, delikatnie mówiąc, piłka obrała tor lotu daleki od idealnego [śmiech].

Po meczu zadałam owej koleżance jedno pytanie „kiedy trening?!”. I tak to się już ciągnie jakieś pięć lat.

2) ​Co ci się najbardziej podoba w tym sporcie?

Nieprzewidywalność, szybkość, zwinność oraz energia, która towarzyszy każdej bramce. Najbardziej jednak indywidualny postęp. Gdzie zaczynasz od zera, a w ciągu kilku miesięcy nabierasz umiejętności, żeby po kilku latach dorównać umiejętnościom koleżanek, które zaczęły grać wcześniej.

Już nie w samym lacrosse, ale w jego kreowaniu podoba mi się to, że wszyscy jesteśmy jedną wielką rodziną, która dzięki wspólnej pracy stara się coś osiągnąć i wypromować NASZ sport, jak najlepiej się da.

3) ​Największe marzenie związane z lacrossem?

Dobre pytanie. Marzę, żeby zobaczyć emisje meczu żeńskiej drużyny w polskiej telewizji, nie jednorazowo, ale cykliczne mecze z rozgrywek ligowych. Chciałabym także, żeby w Polsce liga kobiet śmigała tak dobrze jak w USA.

4)​ Twój najlepszy przyjaciel/ółka z boiska? Dlaczego właśnie on/a?

Drużyna, która mnie wychowała cechuje się tym, że jest nietypowa (z naciskiem na nietypowa) i tu wszyscy jesteśmy dla siebie ważni. Nie potrafię wybrać jednej osoby, bo te wszystkie moje mordki dla mnie znaczą bardzo wiele…

5)​ Najlepsze wspomnienie związane z lacrossem?

Wyjazdy z dziewczynami na ligę czeską. Nigdy nie zapomnę tych tripów… Mimo, że doskonale wiedziałyśmy, że dziewczyny z Czech reprezentują profesjonalny poziom, to tak naprawdę jechałyśmy te trzy godziny do Pragi, nie po to żeby czeskie zawodniczki nam udowodniły, że są lepsze (po drugim wyjeździe nie musiały już nic udowadniać), a dlatego, że te wyjazdy były NASZE pod każdym względem.

6)​ Najtrudniejsza  ekipa przeciwko której grałeś/aś?

Zawodniczki z Czech o ile są bardzo doświadczone i mecze z nimi są finezyjne, to mimo wszystko najtrudniejsza ekipa przeciwko której miałam okazje zagrać to reprezentacja Holandii na BO2015.

7)​ Najlepszy zawodnik z jakim lub przeciwko któremu miałeś/aś okazję grać?

Uważam, że każda zawodniczka stanowi zagrożenie na boisku, ale moje serduszko miano najlepszej zawodniczki, wręcza kosynierkowemu Dzikusowi – na moje szczęście miałam okazje grać z nią, a nie przeciwko niej…

Poza tym, duma mnie rozpiera, gdy widzę postęp nowych dziewczyn i to wszystkim za wytrwałość należy się też miano tych NAJ.

8) ​Field lacrosse czy box lacrosse, co wolisz?

Nie grałam nigdy w boxa, ale podejrzewam, że jeśli bym spróbowała to i tak field byłby moją ulubioną odmianą.

9)​ Gdybyś mógł/a zmienić  jakąś jedną z obecnie obowiązujących zasad lacrosse’a, co to by było?

Mnie osobiście drażni przewinienie „shooting space”, zmodyfikowałabym tę regułę, bo jest rożnie interpretowana przez sędziów lub nawet ją zniosła.

10) ​Najśmieszniejsza, bądź najdziwniejsza sytuacja związana z lacrossem jaka ciebie​dotychczas spotkała?

Cała masa śmiesznych drobiazgów, jak pomyłki sędziów czy malowanie linii przed meczem, mąką. Tego jest od groma i nie sposób wyliczyć. I za to kocham lacrosse!

Źródło: ZakrzywionyKij.pl
Photo by ZakrzywionyKij.pl