Jeden na jeden – Richard Bos

Richard Bos to człowiek, o którym w Polsce jeszcze niedawno mało kto słyszał. Jednak za sprawą mianowania go trenerem żeńskiej reprezentacji lacrosse’a, zainteresowanie osobą selekcjonera, mieszkającego na co dzień w Austrii, mocno wzrosło.

Korzystając z okazji, postanowiliśmy to wykorzystać i przepytaliśmy pana Bosa, oferując nasz standardowy zestaw. Czego się dowiedzieliśmy? Sprawdźcie poniżej!

1) Jak rozpoczęła się twoja przygoda z lacrossem?

Moja przygoda z lacrossem zaczęła się już prawie dziesięć lat temu. Podczas tygodnia introdukcji uniwersytetu byłem na kiermaszu sportowym i było stanowisko miejscowej drużyny (Groningen Gladiators). Jeden z zawodników zapytał, czy chciałbym sobie porzucać chwile i tak się wszystko zaczęło. Jak wróciłem do domu, odpaliłem YouTube i przez następne 3 godziny oglądałem wszystkie filmiki z związane z lacrossem. Na drugi dzień zdecydowałem się wpisać jako zawodnik.

2) Co ci się najbardziej podoba w tym sporcie?

Gra dynamiczna w tym sporcie jest naprawdę super. To że obojętnie kim jesteś (trochę cięższym, chudszym, wysokim, niskim) zawsze się znajdzie dla każdego miejsce na polu. Jak zacząłem grać byłem bramkarzem i najlepszym uczuciem było blokowanie strzałów. Jak się przeniosłem na FO, to najbardziej mi się podobała bitwa o piłkę, żeby rozpocząć grę, bo z wygranym FO było czuć jak cala drużyna leci w górę i łapie zapal do gry.

3) Największe marzenie związane z lacrossem?

Mistrzostwa Europy już mam za sobą. Teraz największym marzeniem jest wystąpić na mistrzostwach świata, czy to jako zawodnik, czy jako część sztabu trenerskiego. W Stanach miałem szanse zagrać w meczu razem ze Steelem Stanwickiem, jednym z moich idoli jak chodzi o lacrosse.

4) Twój najlepszy przyjaciel/ółka z boiska? Dlaczego właśnie on/a?

Przez to, że grałem w tylu drużynach jest ich kilka, ale jak mam wymienić jedna osobę to to jest Alex Ince, Kanadyjczyk z którym grałem w Brukseli. Mamy takie same podejście do grania na boisku. Nie ma się co bać kontaktu, tylko trzeba walczyć o każdą piłkę, o każdy moment gry. Niestety, nie zawsze wychodzilo to legalnie. Były mecze gdzie nawzajem siedzieliśmy na ławce w penalty boxie. Do tego jeszcze on ma lepszą lewą ręką, ja prawą, więc razem graliśmy w ataku.

5) Najlepsze wspomnienie związane z lacrossem?

Wygranie belgijskiego mistrzostwa z drużyną Brussels Beavers w sezonie 2014-2015 przeciwko Ghent Goblins, zespołem, który podczas regularnego sezonu dwa razy z nami wygrał. Podczas finału po prostu graliśmy niesamowicie i wygraliśmy 6-2. W drugiej połowie była tak zacięta walka na środku boiska ze nie padła żadna bramka.

6) Najtrudniejsza ekipa przeciwko której grałeś/aś?

Gin & Juice z Anglii jako część drużyny Tokyo Tower w festiwalu podczas MS 2010 w Manczesterze.

7) Najlepszy zawodnik z jakim lub przeciwko któremu miałeś/aś okazję grać?

Najlepszy zawodnik z którym grałem to Steele Stanwick. Gdy grałem jako bramkarz, najmocniej testował mnie Owen Zachariasse, z drużyny Rotterdam Jaguars.

8) Field lacrosse czy box lacrosse, co wolisz?

Najchętniej gram w fielda. Po prostu więcej miejsca na polu. Ale nie ma to jak walka przy ściankach w boksie.

9) Gdybyś mógł/a zmienić jakąś jedną z obecnie obowiązujących zasad lacrosse’a, co to by było?

W Europie wprowadziłbym shot clock. Jak jesteś w ‘boxie’ to 60 sekund powinno starczyć na oddanie strzału. Granie tak zwanego keep-away offense jest trochę nie na miejscu.

10) Najśmieszniejsza, bądź najdziwniejsza sytuacja związana z lacrossem jaka ciebie dotychczas spotkała?

Uprowadzenie krowy z gipsu na Kieler Lacrosse Tournament. Więcej o tym nic nie powiem…

Źródło: ZakrzywionyKij.pl
Photo by Dawid Szymczak