Jeden na jeden – Kaitlyn Kennedy

W środowisku polskiego lacrosse’a, jeszcze do niedawna była postacią anonimową, jednak seria ostatnich zdarzeń sprawiła, iż obecnie nikt nie wyobraża sobie żeńskiej kadry bez jej osoby.

Pochodząca ze Stanów Zjednoczonych, na stałe mieszkająca w Niemczech, jednak będąca całym sercem z naszą drużyną – Kaitlyn Kennedy, trenerka defensywy żeńskiej reprezentacji Polski w lacrosse. Sprawdźcie jej odpowiedzi!

ENGLISH VERSION HERE!

1) Jak rozpoczęła się twoja przygoda z lacrossem?

Zaczęłam grać w szkole średniej. W mniejszym lub większym stopniu, nakłonili mnie do tego moi rodzice. Powiedzieli mi wprost, że po szkole mam biegać na bieżni lub grać w lacrosse’a. Nie miałam ochoty na żadną z tych aktywności, ale ostatecznie lax wydał mi się mniejszym złem. Po pierwszym treningu byłam już zakochana w tym sporcie. Od tamtego momentu, nie przestałam grać ani na chwilę. Cóż, jak się okazuje, moi rodzice mieli wówczas rację, chociaż nie chciałam nigdy im tego przyznać.

2) Co ci się najbardziej podoba w tym sporcie?

Lacrosse całkowicie zmienił bieg mojego życia. Do tej pory, przeprowadziłam się do trzech różnych miast. Najpierw przeniosłam się do Austin w Teksasie na moje studia licencjackie. Po ich ukończeniu, przez rok mieszkałam niemieckim Freiburgu, aby po tym czasie wrócić na dwanaście miesięcy do Austin. Kolejna przeprowadzka była znów do Niemiec, tym razem do Osnabrücka, gdzie staram się ukończyć studia. Za każdym razem lacrosse dawał mi możliwość poznawania nowych ludzi i czynił każde z tych miejsc moim domem. Drużyna szybko stawała się moją rodziną. Ostatnio miałam trudny czas, próbując ponownie dostosować się do życia w Niemczech. Czułam się samotna, sfrustrowana barierą językową i niepewna swojej przyszłości. Z pomocą przyszła mi drużyna lacrosse’a w Osnabrück, która jest wspaniała! Obecnie każdy dzień jest niesamowity, gdyż wiem, że zobaczę się z moimi koleżankami z zespołu. Bycie trenerem daje mi szansę na realizację samej siebie, a rodzina (drużyna) daj mi ogromne pokłady pozytywnej energii do mierzenia się z wyzwaniami dnia codziennego. Nie mam pojęcia, co bym bez nich zrobiła!

Dodatkowo, zrozumiałam, że muszę nieustannie stawiać sobie wyzwania, żeby móc się rozwijać. Lacrosse jest fizyczną i psychiczną bitwą – bitwą, gdzie trzeba nieustannie biec na pełnej szybkości, gdzie zawsze trzeba być w pełni skoncentrowanym, gdzie trzeba zapominać o pomyłkach i gdzie należy zaufać swojej drużynie oraz trenerowi. Sport poddaje cię ekstremalnym emocjom, wystawiając na psychiczną próbę. Musisz mierzyć się z różnymi przeciwnościami, nieustannie wchodząc na kolejny poziom. Lacrosse czyni mnie silniejszą!

3) Największe marzenie związane z lacrossem?

Moje obecne marzenia są związane z trenerskimi aspektami tego sportu. Obecnie jestem trenerką Osnabrück Peacekeepers. Uważam, iż niezwykle trudno jest łączyć obowiązki zawodniczki i trenerki. Niemniej jednak, mam nadzieję, że będę w stanie robić wszystko, co w mojej mocy, żeby stworzyć wspaniałą drużynę, osiągać wyznaczone cele, świetnie się przy tym bawiąc! Jestem także podekscytowana rozpoczęciem współpracy z żeńską reprezentacją Polski. Miałam możliwość poprowadzenia treningu dla nich wiosną tego roku i muszę przyznać, że jestem zauroczona tą drużyną – dziewczyny są bardzo oddane lacrosse’owi i mają tak wielki potencjał!

4) Twój najlepszy przyjaciel/ółka z boiska? Dlaczego właśnie on/a?

Trudno jest wybrać tylko jedną osobę. Jest mnóstwo ludzi, którzy mieli na mnie spory wpływ, jednak skoro muszę wybrać, opowiem wam o dwóch personach. Pierwszą z nich jest moja przyjaciółka Ellice. Grałyśmy razem podczas mojego pierwszego roku na studiach. Jest trzy lata starsza ode mnie. Szybko stała się moim wzorem i nawet teraz, bardzo często się na niej wzoruję. Nieustannie dopingowała mnie do kolejnych wyzwań, dzięki którym stawałam się lepszym sportowcem i silniejszą osobą.

Drugą osobę spotkałam kilka lat temu podczas pobytu we Freiburgu. Nazywa się Patrick i graliśmy razem dla Freiburg Pumas. Szybko stał się moim „asystentem trenera” i największym motywatorem. Zarówno Ellice, jak i Patrick zawsze we mnie wierzyli i pchali mnie do zrobienia rzeczy, o których myślałam, że nie dam rady. Bycie częścią jednej drużyny tworzy więzi, które wychodzą daleko poza boisko do lacrosse, ale w przypadku tej dwójki, sięga do niesamowicie daleko. Wiem, że niezależnie gdzie będę, w jakimkolwiek momencie swojego życia oni będą przy mnie, żeby mnie wspierać. Kocham ich oboje!

5) Najlepsze wspomnienie związane z lacrossem?

Mam ich zbyt wiele, żebym zdołała policzyć. Chociaż kocham grać, wydaje mi się, że największe znaczenie mają dla mnie rzeczy związane z aspektem trenerskim. Od kiedy przeprowadziłam się do Europy, miałam możliwość prowadzenia drużyny we Freiburgu i Osnabrück, a od niedawna także żeńskiej reprezentacji Polski. Lacrosse dał mi naprawdę dużo. Najlepszym uczuciem jest zacząć zwracać sportowi, który zmienił moje życie, swój czas i pomagać innym w trenowaniu.  No i oczywiście, cudowne było spotkanie tych wszystkich ludzi, dzielących taką samą pasję do gry!

6) Najtrudniejsza  ekipa przeciwko której grałeś/aś?

Zazwyczaj staram się nie myśleć o innych drużynach, kiedy gram. Staram się skupić na mojej drużynie i mojej grze, a reszta jest tylko dodatkiem. Jednakże meczem, którego nigdy nie zapomnę było nasze spotkanie przeciwko Michigan w rozgrywkach krajowych podczas mojego ostatniego roku na uczelni. Byliśmy świetnie przygotowani wchodząc na murawę. Dosłownie to czuliśmy – to był nasz mecz. Niestety, przez coś co nazwałabym dziwnymi decyzjami sędziów, przez większość meczu musiałyśmy grać w osłabieniu. Mimo to, nie poddałyśmy się. Do ostatnich sekund spotkania dawałyśmy z siebie wszystko, jednak to nie wystarczyło. Po tej porażce, byłyśmy mocno rozczarowane. Przygotowywałyśmy się do tego cały czas, a teraz było po wszystkim i czułyśmy ogromną pustkę. Patrząc wstecz, mecz ten był świetną lekcją. Niezależnie od tego, jak mocno walczysz, czasami rzeczy po prostu nie idą po twojej myśli. To, co jest ważne to sposób w jaki na to zareagujesz. Musiałyśmy zmierzyć się z przeciwnościami losu, wspierając siebie w tych trudnych chwilach. Po końcowym gwizdku, otrzymałyśmy ogromne wsparcie od innych drużyn i sędziów. To jak sobie z tym poradziłyśmy było ważniejsze od końcowego wyniku, chociaż wydawało nam się, iż to jest w tym momencie najważniejsze. Życie jest pełne sukcesów i porażek, jednak wyciąganie wniosków z obu jest kluczem do sukcesu.

7) Najlepszy zawodnik z jakim lub przeciwko któremu miałeś/aś okazję grać?

Kiedy byłam młodsza, wzięłam udział w warsztatach w Houston prowadzonych przez Jen Adams i kilka zawodniczek z reprezentacji Stanów Zjednoczonych. To było niesamowite, żeby w tak młodym wieku mieć szansę oglądać i uczyć się od najlepszych! Podczas mojego czasu na uczelni, miałam także zaszczyt grać dla trenerki Brandie Leach. Była niesamowita jeśli chodzi o wiedzę sportową i mądrość życiową. To, czego mnie wówczas nauczyła miało wpływ na tak wiele aspektów mojego życia, że stałą się dla mnie przykładem, jakim trenerem chcę kiedyś zostać.

8) Field lacrosse czy box lacrosse, co wolisz?

Nigdy nie miałam okazji zagrać w boxa, więc zdecydowanie powiem field! Lubię dużo biegać, a w fieldowej odmianie mam do tego dużo miejsca.

9) Gdybyś mógł/a zmienić  jakąś jedną z obecnie obowiązujących zasad lacrosse’a, co to by było?

Zasady żeńskiego lacrosse’a są bardzo odmienne w USA i Europie. Na Starym Kontynencie wprowadziłabym obowiązek noszenia gogli (bezpieczeństwo ponad wszystko!) Zazwyczaj staram się nie narzekać na zasady, gdyż jest to coś na co nie mam wpływu. Najważniejsze jest to, żeby wiedzieć, co jest dozwolone, czego nie wolno i granie na maksymalnych obrotach według tych wytycznych.

10) Najśmieszniejsza, bądź najdziwniejsza sytuacja związana z lacrossem jaka ciebie dotychczas spotkała?

Kiedy pierwszy raz przeprowadziłam się do Niemiec w 2013 roku nie znałam nikogo. Przez kilka tygodni, zanim przeniosłam się do Freiburga, mieszkałam w Darmstadt. Moim pierwszym doświadczeniem po trafieniu od Europy był turniej Laxtoberfest w Monachium. Wskoczyłam wtedy do pociągu ze swoim kijem, nie mając przy sobie mapy, żadnych szczegółowych informacji i ogólnie pojęcia, jak tam dotrzeć. To było totalnie spontaniczne. Kręciłam się po mieście, gdzie na szczęście wypatrzyli mnie inni gracze lacrosse’a i zaprowadzili na turniej. Nie byłam przygotowana na europejską kulturę lacrosse’owych turniejów. Znałam tylko turnieje z USA, gdzie imprezowanie i picie alkoholu jest nie do pomyślenia. Pamiętam, że nie jadłam nic przez cały dzień, a niemiecki piwo plus pusty żołądek nie było najlepszym połączeniem. Byłam lekko zażenowana spotkaniem drużyny z Freiburga w tych okolicznościach, ale spoglądając wstecz, było to całkiem zabawne. A na pewno godne zapamiętania!

ENGLISH VERSION HERE!

Źródło: ZakrzywionyKij.pl
Photo by Szymon Topczewski