Anna Lisiecka – Bądź motywacją sam dla siebie

Nie jestem trenerem.
Nigdy byłam trenerem, chociaż zdarzało mi się nim bywać.
Czy będę trenerem? Nie wiem, na razie szukam w sobie motywacji, aby ruszyć tyłek, aby być lepszą zawodniczką.

Pytanie jak?!

Odkąd gram staram się stawiać małe cele sama przed sobą – miały mnie one doprowadzić do jednego dużego.

Czy doprowadziły? Cóż, poza treningami?

Ścianka: zdarzało mi się spędzać tam po 6-8 h dziennie (błogie wakacje), często umawiałam się z pięcioma osobami tego samego dnia, ale o innych godzinach. Biegałam – wyznaczyłam sobie trasę 7 km, codziennie starałam się pokonywać ten dystans, ale nie ważne jak – bieg, trucht, spacer, przerwa – ważne by po 2 miesiącach móc przebiec bez zatrzymywania się całą wyznaczoną przeze mnie trasę.

Mecze: dzień przed meczem leżąc w łóżku myślałam nad tym – jakie mogą być sytuacje, jak mogłabym w tych sytuacjach zaradzić, co bym chciała osiągnąć podczas meczu. Tak zaczęłam wyznaczać małe cele na mecze. Jeden cel = jeden mecz. Na przykład: będę bardziej patrzeć na slajdy, będę szybciej zbiegać na zmiany, będę stawiać więcej zasłon, lepiej wykonać draw itp. itd.

Zdarzało mi się już być na każdej pozycji podczas meczu: atak, pomoc, obrona, bramka, a nawet sędzia. Najbardziej obciążająca dla mnie psychicznie była pozycja bramkarki – nie, nie przerażało mnie dostanie piłą raz, czy czterdzieści razy. Bałam się tego, że nie byłam na tę pozycję przygotowana. O tym, że jadę na mecz i będę stać na bramce, zazwyczaj dowiadywałam się dzień lub dwa wcześniej. Małe cele w takich sytuacjach były bardziej trudne, bo nie umiałam poruszać się po bramce – jednak „mniej niż 20 w plecy” – było najlepszym celem.

Z każdej sytuacji jest wyjście. Będąc w drużynie trener wyznacza przed sobą cel – dokąd chce doprowadzić drużynę. Nic się nie dzieje od razu, praca nad podstawami, praca nad ustawieniem, praca małymi krokami.

Pytanie, czy my jako zawodniczki/zawodnicy stawiamy przed sobą cele? Czy w ogóle chcemy mieć cel? Czy chcemy brnąć w ten sport ot tak, bo już jestem i w sumie tyle mi wystarczy?

Lacrosse to sport drużynowy, więc czy jadąc na mecz nie macie celu wygrać, nauczyć się czegoś, dać z siebie wszystko, lub po prostu być drużyną?

Jakby tak spojrzeć – gdzie się nie obejrzysz jest cel, albo oczekiwania.

CELE vs OCZEKIWANIA

Czego oczekujemy:

– nasza drużyna da z siebie wszystko,
– każda złapie piłkę,
– groundy będą nasze,
– strzelimy pierdyliard bramek,
– będzie zajebiście.

Na boisku opieprzamy inne, że nie podały piłki, że nie uważają, że mogły by się bardziej ruszać, że mogłyby lepiej podawać, że…, że…, że…

Może ktoś uważa, że to jest motywacja, gówno prawda! Nigdy takie zachowanie mnie bardziej nie zdemotywowało. Nigdy.

Chcesz kogoś zmotywować, spróbuj znaleźć pozytywy nie same negatywy. Uwierz, wszystko się da, trzeba tylko chcieć.

Czego oczekujemy od trenera:

– poprowadzenia do zwycięstwa,
– motywowania,
– bycie filarem drużyny,
– prowadzenie treningów,
– pokazywanie ćwiczeń,
– pokazywanie co rusz nowych ćwiczeń,
– dyspozycyjność,
– co jeszcze wymyślisz ;)

Czy mamy prawo tego wszystkiego oczekiwać? Cóż, to zależy!

Oczekiwania względem innych

Jeśli ty oczekujesz od innych, oczekuj też od siebie. Nie oczekujesz od siebie, to dlaczego oczekujesz od innych?

Jeśli od siebie wymagasz, zdaje się oczywistym, że oczekujesz też od innych. Od trenera zwłaszcza. Są jednak sytuacje, że nie możesz oczekiwać nie wiadomo czego, ale jak wiadomo nie każdemu dogodzisz ;)

Np. zgrupowania ogólnopolskie: dla mnie nie ma sensu, doszukiwać się nowych ćwiczeń, bacznej uwagi trenera na twojej osobie, miliarda wskazówek. Jakie są cele takich zgrupowań? Przede wszystkim selekcja. Przy selekcji, patrzy się często na podstawy: rzucanie, łapanie, groundballe, jak się zachowujesz na boisku – ogólnie całokształt. Przyjeżdżając na zgrupowanie z nastawieniem, że będą nowe ćwiczenia i kosmosy, możesz się grubo rozczarować.

Mija 7 lat od początku mojej przygody z lakrosem. Było super, było źle, było przeciętnie, było zabawnie, było wnerwiająco. Były kontuzje, złości, kontuzje…

Moja motywacja na samym początku, czyli 14-letniego dziecka była taka sobie. Z czasem motywacja rosła, ale też z czasem zaczęła maleć. True story.

Coraz mniej konkretów, coraz mniej oczekiwań, coraz mniej czasu, coraz więcej opierdalania mnie – nie, nie od trenera, coraz więcej słyszę „eeee… ale po co.”

Prawda jest taka, że szukanie motywacji w innych może być zwodnicze, szukając motywacji, poszukajmy jej w sobie – ty stań się motywacją dla innych, to ty patrz przez różowe okulary, to ty staraj się być motywacją dla innych. Ty i tylko ty odpowiadasz za to co robisz i jak robisz i jakie cele stawiasz przed samym sobą. Jesteś sobą, jesteś jednoosobową drużyną.

Wszystko co zrobisz sam/a dla siebie, zrobisz też dla drużyny. Trener cię nie motywuje? Ty motywuj trenera!

Oczekujesz czegoś od trenera, porozmawiaj z nim, no chyba, że to sprawa całej drużyny – umówcie się na spotkanie, porozmawiajcie o tym, zbijcie pjonę i jedziecie dalej.

To jaką jesteście drużyną decyduję filary – filary to zawodnicy!

Źródło: ZakrzywionyKij.pl
Autor: Anna Lisiecka