Błażej Rokicki – Efektywna komunikacja

Tym razem zamierzam przedstawić wam kluczowe zagadnienia związane z efektywną komunikacją na linii trener- zawodnik. Opowiem o komunikacji werbalnej i niewerbalnej, napełnianiu zbiornika emocji (5+ vs 1-) i o kierunkowaniu zachowań twoich podopiecznych. Komunikując się w konkretny sposób możesz poprowadzić drużynę do sukcesów, ale równie dobrze zapędzić grupę w kozi róg.

Wiem, że czasem bardzo trudno przyjść na boisko i poprowadzić zajęcia w odpowiedni sposób. W czasie kiedy nie prowadzisz zajęć mierzysz się z własnymi problemami, masz gorszy dzień, sterta problemów piętrzy się bez końca a wychodzenie na prostą powoduje, że nie masz zwyczajnie energii by prowadzić trening w odpowiedni sposób. Sam po sobie widzę jak wiele w tej materii pracy przede mną, niemniej nawet część tych umiejętności stosowanych w praktyce przynosi pozytywne rezultaty. Łapałem się wielokrotnie na tym ile błędów popełniam. Zaakceptuj je, wyciągnij wnioski i staraj się nie popełniać ich podobnie. Bądź trenerem dla samego siebie i z równą intensywnością co do twoich zawodników, wymagaj od siebie poprawy.

Komunikacja werbalna i niewerbalna

Celem nadrzędnym, który przed sobą stawiasz powinna być radość i satysfakcja twoich zawodników po gwizdku kończącym trening. Działaj tak by chcieli wracać na boisko i pracować dalej.

By wywołać takie relacje z zawodnikami wystarczy:

1. Być pozytywnym i szczerym
2. Mówić w sposób prosty i zrozumiały
3. Być głośnym, powtarzać komunikaty i podkreślać wymagania
4. Być konsekwentnym

Miej też na uwadze, że to twoje zachowanie bardziej dociera do zawodników. Mowa twojego ciała zdradza dużo więcej o tym co myślisz na temat ich gry i przebiegu ćwiczeń na treningu. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mowy ciała jesteśmy mało świadomi i dlatego kontrola swojego postępowania jest tak istotna.
Nie rzucaj kijem, nie wymachuj rękami, nie łap się za głowę. Bądź energiczny, ale w pozytywny sposób, zdziwisz się jak szybko podobny nastrój udzieli się twojej drużynie.

Napełnianie zbiornika emocji

Każdy z nas, bez względu na to czy w sporcie czy w życiu prywatnym, posiada taki zbiornik (nazywam to bardzo metaforycznie). Znajdują się w nim pozytywne emocje a ich poziom zależy od doświadczeń i interakcji z otoczeniem. Zasada jest banalnie prosta: pozytywna interakcja napełnia zbiornik pozytywnymi emocjami a negatywna powoduje, że ich poziom maleje.

Ludzie których zbiornik jest wypełniony pozytywnymi emocjami są bardziej „plastyczni”, jeśli mówię o zawodnikach wtedy mam na myśli to, że dużo łatwiej ich trenować i kształtować pożądaną postawę. Czytałem a także słuchałem o tym, że na każdą negatywną uwagę powinno przypadać pięć pozytywnych. Jedną z cech dobrego trenera jest umiejętne napełnianie naszego zbiornika. Nie ma się co łudzić, że to rzecz prosta. Zwykle rozciąga się ją w czasie nawet na kilka treningów, ale wysiłek jest wart późniejszych efektów. Pamiętaj, że nie musisz być jedyną osobą która napełnia ten zbiornik. Odpowiedzialność może się rozłożyć na wiele osób i daje to identyczne rezultaty. Dlatego ważne jest by koledzy z drużyny, twoi asystenci (jeśli takich posiadasz) mieli świadomość, że ich zachowania mają wpływ na otoczenie, warto zwracać uwagę na to, że jeśli już któryś z zawodników ma coś do powiedzenia, chcesz by ograniczył się tylko do pozytywnych uwag. Krytyką zajmiesz się w pojedynkę.

Trenerzy którym uda się spełnić stosunek 5:1 zaobserwują dwie rzeczy:
1. Zawodnicy będą odczuwać większą frajdę z uprawiania sportu.
2. Będziecie wygrywać więcej spotkań

Kierunkowanie zachowań.

Jeśli pojawiają się problemy z zachowaniem zawodników – działaj! Stosuj metodę trzech kroków. Jeśli poprzedni nie zadziałał zrób kolejny.

1. Podkreślaj swoje oczekiwania
2. Ignoruj zachowania niepożądane
3. Jeśli jest to niemożliwe podejmij ostatnią próbę na zasadzie:
– wymień konsekwencje
– wierz w to co mówisz i bądź w tym konsekwentny
– bądź opanowany i spokojny

Klamra.

Biłem się z tym czy uszczknąć rąbka tajemnicy i podzielić się autorefleksją. Ostatecznie stwierdziłem „czemu nie”.

Nie tak dawno zmieniłem otoczenie i to całkowicie. Nowe miasto, ludzie, priorytety, mimo tego iż na początku czułem się mocno przytłoczony nową rzeczywistością trzeba było szybko wziąć się w garść i dostosować. Nie było łatwo i przyznaję, że nadal nie jest, ale powoli się uczę. Dołączyłem do drużyny która przewodziła w ligowej tabeli. Zaczęliśmy się powoli docierać, na treningach pojawiało się coraz więcej osób, wszystko było w jak najlepszym porządku. Poprzestawiałem meble i poustawiałem je tak by możliwie najlepiej spełniały swoje funkcje. Niektórzy wyszli z cienia i zaczęli zdobywać bramki, innych całkowicie przebranżowiłem bo czułem, że tak będzie lepiej i przyznam, że działało. Zgraliśmy się, jako drużyna wyglądaliśmy lepiej, efekty były namacalne. Wszystko szło w dobrym kierunku by ostatecznie trafić na ścianę. Przegraliśmy mecz decydujący o tytule i co dalej. Koszmar, zdajesz sobie w jednym momencie sprawę, że póki ciebie tu nie było drużyna była liderem, przyszedłeś i zespół spadł ostatecznie o jedno oczko.

Motywacja do dalszej pracy praktycznie we mnie zdechła. Nie chciało mi się absolutnie nic a nowe wątpliwości pojawiały się wręcz lawinowo. Sezon miał zakończyć się inaczej i nie pamiętam kiedy tak bardzo czegoś chciałem jak pierwszego miejsca w drugiej lidze. Dopiero niedawno załapałem o co w tym chodzi. Powody w mojej opinii są bardzo prozaiczne. Czułem nieustającą presję, pewnie sam ją na siebie nałożyłem, ale tego nie jestem akurat pewien. Chciałem zadowolić wszystkich i coś im udowodnić. Stres, umykający czas, małe lub większe spięcia, wszystko zebrane do kupy powodowało, że się dławiłem. Najgorsze jest to, że na własne życzenie. Po prostu zbiornik emocji był pusty, nie było nawet kropli pozytywnych emocji. Powodów do zadowolenia było wiele, ale zawsze było mi mało. Nie nagradzałem się, nie sprawiałem sobie żadnych małych przyjemności kiedy udało mi się coś zrealizować. Nie byłem też konsekwentny w swoich działaniach. Miotałem się między ludźmi chcąc każdego usatysfakcjonować a to przecież niemożliwe! Ciężko znaleźć mi jeden sposób by osiągnąć sukces, ale z pewnością chęć zadowolenia wszystkich jest najprostszym sposobem by doznać porażki.

Mój lakros jest do bólu prosty. Nie ma w nim zmyślnej taktyki i magicznych sztuczek. Opiera się na drużynowości, dobrej jakości, podstawowych umiejętnościach i „gryzieniu trawy”. Wychodzę z założenia, że zawodnicy dostają ode mnie farby i sami malują obraz. Gra musi być żywa i nieschematyczna. Daj swoim zawodnikom możliwość improwizacji, niech używają twoich narzędzi w określony sposób, ale niech sami podejmują decyzję w jaki. To wtedy lakros spotyka się z frajdą i daje najlepsze z możliwych połączenie. Wspieraj swoją drużynę, bądź surowy jak trzeba, ale przede wszystkim daj im możliwość odczuwania przyjemności z tego co robią. Bądź taki sam dla siebie bo sam ze sobą też tworzysz zespół o dotyczą cię identyczne zasady

Na koniec kilka ćwiczeń.

1. Grasz z drużyną dużo lepszą od twojej, mecz kończy się waszą wysoką porażką. Zawodnicy są sfrustrowani. Co zrobisz?
2. Jeden z zawodników ma problem z opanowaniem nowych rzeczy które przedstawiłeś na zajęciach. Jest wyraźnie rozbity i zdenerwowany i zaczyna reagować w nieodpowiedni sposób. Pozostali zawodnicy zaczynają to dostrzegać. Jaka jest twoja reakcja?

Żeby było weselej proszę Was o wpisanie swoich odpowiedzi w komentarzach pod artykułem na profilu fb. Może urodzi się z tego ciekawa dyskusja.

Do poczytania niebawem,
Błażej Rokicki.