Rodzice, przestańcie być trenerami swoich dzieci!

Z racji doświadczenia w innych sportach oraz tendencji, gdy coraz więcej pojawia się w Polsce młodzieży uprawiajacej lacrosse, wyróżniliśmy trzy główne rzeczy których nie chcielibyśmy słyszeć od krzyczących zza linii bocznej rodziców.

Rodzice, wiemy, że kochacie swoje pociechy i po prostu chcecie obserwować je dające z siebie wszystko podczas gry w lacrosse lub jakiejkolwiek innej aktywności fizycznej. Jednak jakkolwiek macie dobre intencje, często was słyszymy krzyczących pewne intrukcje zza linii bocznej, które są mylące, złe lub zwyczajnie bzdurne.

Słyszymy te same sentencje praktycznie na każdym meczu. Nawet jeśli nie jesteś tego świadomy, prawodpodobnie tłumaczysz swojemu dziecku coś kompletnie innego od tego, co mu mówi trener podczas treningów lub na strefie zmian. Z reguły coś zupełnie przeciwnego.

Jesteś ojcem/matką. Nie trenerem. Jego trenerem jest jego trenerem. W ogóle, badania potwierdzają, że tego rodzaju wskazówki od rodziców zza linii bocznej podczas meczu są mylace, szczególnie dla młodszych graczy. Jednocześnie tworzą ich przeżycia w sporcie młodzieżowym mniej przyjemnymi. Kiedy krzyczysz, automatycznie stawiasz je pod większą presją przez co czerpią z tego mniej frajdy.

Dobre wieści: rezygnacja z tego typu zachowań jest jest trudna. Dostarczaj wsparcie, a nie rady. Najlepsze kluby jakie mamy okazje obserwować, posiadają doświadczonych i znających się na rzeczy trenerów, którzy nie pozwalają rodzicom krzyczeć na zawodników lub krytykować oficjeli. Opiekunowie są tam po to, aby dopingować drużynę, która zostawia na boisku pełne zaangażowania oraz tworzy składne akcje.

Dlatego prezentujemy trzy główne rzeczy, które możesz przestać krzyczeć na swoich zawodników podczas meczu, aby stać się jednym z tych dobrych rodziców, których potrzebujemy, a nie jednym z tych na których narzekają trenerzy. Zrób wszystko, aby czas spędzony poza boiskiem był bardziej pozytywny, przyjemny i pelen uciechy!

„DORWIJ GO! ZABIERZ MU TĘ PIŁKĘ!

1Nie, Michałku. Żadne „dopadnij go”. Zabranie komuś piłki wcale nie jest takie łatwe. Atakujący poza obszarem bramki nie jest żadnym zagrożeniem, zwłaszcza na wysokości linii tercyjnej. Trener w takiej sytuacji prawdopodobnie nakaże zawodnikowi wrócić do „dziury” i pokryć środek. Dobra defensywa wymaga odpowiedniego approachu, pozycji i pracy nóg, żeby pozostać pomiędzy człowiekiem z piłką i bramką.

Wybiegnięcie na zawodnika, żeby odebrać mu piłkę sprawia, iż gracz znajduje się poza swoją pozycją. Młodzi i niedoświadczeni laxerzy mają tendencję do przeceniania swoich możliwości, przez co nie wciskają w odpowiednim momencie pedału stop i lecą na „raz”. Tak nie można.

2Kiedy mały Michał (czerwony 1) szarżuje na piłkę, tak jak zalecił mu tata, wszystko, co musi zrobić atakujący to krok w bok i voila, droga do bramki stoi przed nim otworem. Teraz, kolejny obrońca (czerwony 4) musi wykonać slajd, żeby zatrzymać zawodnika Michała, zostawiając innego gracz (niebieski 4) bez krycia z idealną opcją do podania i strzału.

Nie pozwólcie, żeby jeden człowiek postawił defensywę w niekomfortowej sytuacji. Trener lub bramkarz powinni być jedynymi ludźmi, którzy mają prawo kierować obroną.

 


„STRZELAJ! NO STRZELAJ!”

3Nie Michałku, nie strzelaj. Kiedyś słyszeliśmy, jak pewna mama domagała się oddania strzału, ilekroć drużyna otrzymywała piłkę w linii pomocy. To około 30 metrów od bramki! Nawet zawodowcy nie oddają takich strzałów.

Większość graczy w wieku nastoletnim, szuka strzałów z odległości 8-10 metrów, co jest dobrą pozycją. Dobrzy strzelcy, którzy poświęcają mnóstwo czasu na trening, mogą sobie pozwolić na uderzenie z 12-15 metrów. Jeśli twój synek, nie trenuje tego dziennie, proszę pani mamo nie domagać się strzałów.

4Złe strzały prowadzą do zmiany posiadania i fast breaków. Doradzanie, żeby twój synek strzelał na bramkę zanim minie obrońcę jest złą poradą. Bramkarz spokojnie to obroni i wówczas, cała drużyna 10-latków musi przebiec około 70-80 metrów do obrony, ponieważ poradziłaś małemu Michasiowi, żeby oddał strzał.

Trener prawdopodobnie będzie radzić utrzymanie posiadania i skupienie się na tym, żeby piłka krążyła po obwodzie. Może będzie chciał zmienić zmęczonego pomocnika na świeżego. A może będzie starał się utrzymać piłkę w ataku, żeby dać bramkarzowi i obrońcom minutę lub dwie odpoczynku. Pozwól trenerowi trenować.


„BIEGNIJ NA BRAMKĘ!”

5Teraz radzisz swojemu synkowi, żeby wykonał dodge na podwójnie lub potrójnie kryjącej pozycji. Trener pewnie nakaże mu przekazanie piłki dalej lub utrzymanie jej, żeby móc wykonać zmiany. Ponownie, trenowanie swojego dziecka zza linii bocznej prowadzi do zmiany posiadania oraz fast breaków, zmuszając resztą drużyny do sprintów przez całe boisko do obrony.

Ofensywa wymaga cierpliwości, czasu, odpowiedniego ustawiania się i koordynacji. Jeśli Michaś zdecyduje się na dodge’a, inni zawodnicy muszą wyciągnąć swoich obrońców i zrobić mu miejsce. Jeśli nie będą mieć na to czasu, Michaś wpakuje się w poważne tarapaty.

Pamiętaj, sport młodzieży polega na nauce i rozwijaniu się. Daj swojemu dziecku miejsce na rozwój i dorośnięcie, oddając pole do popisu bardziej doświadczonym dorosłym.

Jeśli jednak faktycznie nie potrafisz trzymać buzi na kłódkę, od nowego sezonu poszukaj drużyny dla siebie i wtedy możesz krzyczeć, ile ci się podoba.

Źródło: LaxLibrary
Photo by Shutterlax