Ken Galluccio Cup 2016: Debiut polskich drużyn

W drugi weekend września, po raz czwarty z rzędu, najlepsze drużyny lacrosse’a w Europie zjechały się do belgijskiej Gandawy, żeby powalczyć w Oficjalnych Klubowych Mistrzostwach Lacrosse’a. Kiedy wszyscy w Polsce emocjonują się powrotem Legii Warszawa do piłkarskiej elity, nasza laxowa społeczność także miała swoje powody do dumy, gdyż po raz pierwszy w historii lacrosse’owej Ligi Mistrzów, mieliśmy okazję zobaczyć wśród najlepszych także zespoły z Polski.

W ubiegłym roku wśród pań najlepsza była ekipa Edinburgh University Lacrosse Club, natomiast wśród męskich drużyn triumfował Stockport Lacrosse Club, który obronił tytuł sprzed dwóch lat. Jak widać, puchary w poprzednim sezonie trafiły na Wyspy Brytyjskie, a jak było w tym roku?

Ken Galluccio Cup 2016

Wśród męskich drużyn nie było wielkiego zaskoczenia, gdyż od samego początku dwudniowych rozgrywek, jak burza szła drużyna ze Stockport, wygrywając wszystkie cztery spotkania i trafiając w finale na mistrzów Norwegii z Oslo. Ostatecznie, mistrzowie Anglii obronili tytuł trzeci raz z rzędu, wygrywając Ken Galluccio Cup 2016 z bilansem bramkowym 51:14.

Pełna stawka drużyn: HTHC Hamburg Warriors (Niemcy, Turku Titans (Finlandia), LCC Radotín (Czechy), Dublin Lacrosse Club (Irlandia), Zürich Lions (Szwajcaria), Amsterdam Lions (Holandia), Ghent Goblins (Belgia), Stockport Lacrosse (Anglia), Bocconi Lacrosse (Włochy), Nordia Lacrosse (Szwecja), Oslo Lacrosse Club (Norwegia), Kosynierzy Wrocław (Polska.

Klasyfikacja końcowa:

  1. Stockport (Anglia)
  2. Oslo (Norwegia)
  3. HTHC Hamburg (Niemcy)
  4. Turku (Finlandia)

Żeńskie rozgrywki przyniosły natomiast nieco niespodzianek, gdyż triumfatorki poprzedniej edycji, drużyna z Edynburga niespodziewanie przegrała w półfinale z LCC Radotin (7:10) i musiała zadowolić się tylko trzecim miejscem. Pod nieobecność Szkotek, finałowy pojedynek rozegrał się pomiędzy ich pogromczyniami z Radotina oraz mistrzami Anglii z Oxton. Ostatecznie, końcowy triumf padł łupem Angielek (10:8) i puchar w ten czy inny sposób, znów powędrował na Wyspy Brytyjskie. Bilans bramkowy zwycięskiej ekipy to 76:17.

Pełna stawka drużyn: Hannover (Niemcy), LCC Radotín (Czechy), NUI Galway Lacrosse (Irlandia)
Wettingen Wild (Szwajcaria), Utrecht Domstad Devils (Holandia), Red Rhinos Lacrosse Club (Belgia), Oxton Lacrosse (Anglia), Edinburgh University Lacrosse Club (Szkocja), HiOA Lacrosse (Norwegia), Farsta Lacrosse (Szwecja), Vienna Monarchs (Austria), Kosynierki Wrocław (Polska)

Klasyfikacja końcowa:

  1. Oxton (Anglia)
  2. LCC Radotin (Czechy)
  3. Edinburg (Szkocja)
  4. DHC Hannover (Niemcy)

Kosynierzy Wrocław

Mistrzowie Polski do Gandawy pojechali jako debiutant, licząc przede wszystkim na zebranie cennego doświadczenia. W ich składzie pojawiło się sporo nowych twarzy, głównie z innych polskich drużyn: Kamil Drab, Michał Dyjas, Adam Grabowski (AZS Legion Katowice), Igor Pruchniewski (Ravens Łódź), Przemysław Tabor (Kraków Kings). Stawkę uzupełnili: Kuba Dziarnowski, Michał Gładki, Łukasz Killian, Tomasz Kędzia, Krzysztof Kwieciński, Jan Rydzak, Luke Stypulkowski, Bart Szyszkowski, Adam Tymorek, Dawid Zając i Jan Mikołaj Śmigiel.

Na rozpoczęcie zmagań, Kosynierom Wrocław przyszło zmierzyć się z mistrzami Holandii, którzy nie mieli problemów w tym spotkaniu i pewnie wygrali 8:1, chociaż to nasza drużyna objęła prowadzenie w tym meczu za sprawą Luke’a Stypulkowskiego. Kolejna potyczka to pojedynek z HTHC Hamburg, czyli ostatecznie trzecim zespołem Europy – tutaj także Kosy musiały uznać wyższość rywali, ulegając 2:11 (bramki Jana Rydzaka i Jan Mikołaja Śmigla). Na zakończenie pierwszego dnia, przyszedł mecz z gospodarzami, gdzie nasza drużyna walczyła do ostatniej minuty o korzystny rezultat. Ostatecznie, spotkanie wygrał zespół z Gandawy 4:3, a gole strzelali Jan Rydzak (x2) oraz Igor Pruchniewski.

Drugi dzień turnieju to pojedynek z mistrzami Irlandii (Dublin), gdzie Kosynierzy do samego końca gonili wynik, lecz zabrakło im czasu na doprowadzenie do remisu. Końcowy wynik – 6:5 dla rywali, chociaż podobnie jak w pierwszym spotkaniu turnieju, prowadzenie pierwsi objęły Kosy. W tym meczu punktowali Jan Rydzak (x3), Igor Pruchniewski oraz Jan Mikołaj Śmigiel. Na zakończenie rozgrywek przyszło zmierzyć się ze starymi znajomymi z Radotina, którzy pewnie wygrali ten pojedynek 10:1, sprawiając, że mistrzowie Polski zajęli w turnieju 12 miejsce.

Bilans bramkowy Kosynierów w tych rozgrywkach to 12:39. Najlepszym strzelcem został Jan Rydzak (6 trafień), na drugim miejscu znalazł się ex aequo Igor Pruchniewski i Jan Mikołaj Śmigiel (po 2 gole). Bramkarz mistrzów Polski, Dawid Zając bronił z 48% skutecznością.

Turniej w Belgii to była dla nas wszystkich okazja do obejrzenia europejskiego lacrosse’a na najwyższym poziomie. Umiejętności jakie pokazywali zawodnicy z innych zespołów, szczególnie z Anglii, Niemiec czy Skandynawii motywuje do dalszej pracy nad swoimi umiejętnościami. Pomimo tego, że przegraliśmy wszystkie mecze, każdy z nas wiele z nich wyciągnął i wie nad czym ma jeszcze pracować. Była to też doskonała okazja do integracji, ponieważ miałem okazję grać z zawodnikami z drużyn z którymi na co dzień rywalizuje w lidze. Ponadto bardzo dużo daje gra pod wodzą bardziej doświadczonych zawodników. Uwagi i podpowiedzi od Janka czy Luke’a są niezastąpione. Mam nadzieję że to nie była jedyną taką okazja i jeszcze kiedyś zagram na Ken Galluccio – komentował na gorąco Igor Pruchniewski, strzelec trzech bramek.

Kosynierki Wrocław

Debiutujące w stawce Kosynierki do Belgii pojechały w mieszanym składzie, wzmocnione kilkoma zawodniczkami z innych drużyn: Dorotą Hinc (Korsarki Trójmiasto), Chloe Cottyn, Eline van Hoorde (The Ghent Gazelles) Mathilde van Bokkelen, Morgane Persoons, Estelle Laurent oraz Rafaella Spillebeen (Braine Lacrosse). Oprócz gości, mistrzynie Polski miały w swoim składzie: Agatę Lubowiecką, Katarzynę Forytę, Anetę Grobelną, Katarzynę Łągiewkę, Małgorzatę Kacperczyk, Lucynę Matyję, Katarzynę Newlaczyl, Kamilę Sadowską oraz Joannę Wawrzynów.

Pierwsze spotkanie to pojedynek z drużyną, która ostatecznie zajęła drugie miejsce, czyli LCC Radotin i porażka 1:17. Bramkę w tym spotkaniu zdobyła Małgorzata Kacperczyk. Kolejny sobotnie starcie to potyczka z mistrzyniami Austrii, czyli Vienna Monarchs i kolejna przegrana, tym razem 1:16 (bramka Katarzyny Newlaczyl). Ostatni mecz w sobotę miał miejsce przeciwko zespołowi ze Szwecji, Farsta i tutaj także debiutantki musiały przełknąć gorycz porażki, ulegając 2:8 (bramki Katarzyny Foryty oraz Eline van Hoorde).

Niedziela to zupełnie inna gra naszej drużyny, które zmagania drugiego dnia rozpoczęły od pokonania mistrzyń Belgii, Red Rhinos 7:3 – tutaj miał miejsce popis strzelecki atakującej reprezentacji Polski, Joanny Wawrzynów, która zakończyła spotkanie z czterema trafieniami. Dwa gole dorzuciła Newlaczyl, a jedno Morgane Persoons. Na zakończenie zmagań, przyszła walka o dziesiąte miejsce, które dziewczyny z Wrocławia stoczyły z irlandzkim Galawy, wybijając rywalkom lacrosse’a z głowy i pewnie wygrywając 11:3. Tutaj ponownie cztery bramki zdobyła Wawrzynów, tyle samo trafień dorzuciła Kacperczyk, a stawkę strzelców uzupełniła Newlaczyl (dwa gole) oraz van Hoorde.

Ostatecznie, Kosynierki Wrocław zakończyły turniej na 10 miejscu (na 12 drużyn), wyprzedzając mistrzynie Belgii oraz Irlandi, jednak według przepisów, jako pick-up team musiało zostać sklasyfikowane na ostatnim miejscu. Bilans bramkowy to 22:47, a najlepszym strzelcem zespołu została Joanna Wawrzynów (osiem bramek), drugie miejsce przypadło ex aequo Kacperczyk i Newlaczyl (po pięć bramek). Jeśli wierzyć statystykom oficjalnej strony, bramkarka Kosynierek, Agata Lubowiecka broniła ze skutecznością 35%.

Dla mnie turniej Ken Galluccio był pierwszym turniejem wyjazdowym i to był strzał w dziesiątkę. Doceniam nie tylko świetną organizację i lokalizację, ale przede wszystkim bardzo wysoki poziom rozgrywek. Trafiłyśmy do bardzo trudnej grupy, pierwszy mecz rozegrałyśmy z Radotinem (ta drużyna ostatecznie zajęła drugie miejsce). Przegrałyśmy wysoko, ale ten mecz był bardzo motywujący – Czeszki pokazały nam jaki poziom gry można osiągnąć ciężką pracą – były wszędzie, były szybkie, a każdy ich ruch na boisku był przemyślany, grały też bardzo czysto. Uległyśmy niestety również Vienna Monarchs. Trzeci mecz w sobotę z zawodniczkami z Farsta być może mógł się zakończyć bardziej wyrównanym wynikiem, ale zmęczenie po całonocnej podroży i upale było widoczne w naszej drużynie. Następnego dnia po odpoczynku, mogłyśmy ruszyć ze zdwojoną siłą – Kosynierki dostały skrzydeł! Oba mecze, zarówno z Red Rhinos jak i Galway zaliczam do bardzo udanych, a wynik za w pełni zasłużony. Turniej zamknęłyśmy z bilansem dwóch zwycięstw i trzech porażek. Niestety jako pick up team (gościnnie towarzyszyły nam zawodniczki z Braine Lacrosse i Ghent Gazelles) musiałyśmy zostać uplasowane na ostatniej pozycji, zgodnie z przepisami EFL. Doświadczenie, jakie wyniosłyśmy z tego turnieju, jest jednak bezcenne! – podsumowała turniej Lucyna Matyja.

Gratulujemy debiutantom walecznej postawy i mocno trzymamy kciuki, aby w kolejnej edycji, powalczyli o wyższe miejsca!

Źródło: Ken Galluccio Cup // własne
Photo by Ken Galluccio Cup